Geoblog.pl    MIL    Podróże    Ameryka Srodkowa 2007-2008    Wulkan Arenal i lawa
Zwiń mapę
2008
14
lut

Wulkan Arenal i lawa

 
Kostaryka
Kostaryka, La Fortuna
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 15112 km
 
14.02.2008
Kostaryka. Od razu widac duza roznice w lepszej jakosci drog, mniej jest tez chickenbusow. Jest tez duzo czysciej i nikt nie wyrzuca smieci przez okno w autobusie. Kolejna roznica dotyczaca transportu to to, ze kierowca jezdzi bez pomocnikow a autobusmy maja rozklady jazdy. Niestety nie jezdza tak czesto jak w poprzednich krajach, czego doswiadczylismy czekajac 3 godziny na polaczenie do Fortuny. Naszego dzisiajszego celu. Na nocleg wybralismy hostel Gringo naprawde godny polecenia. Wlasciciel bardzo dba o swoj interes, jest bardzo czysto i niedrogo dodatkowo ma jakis uklad z miejscowymi biurami turystycznymi i wszystkie wycieczki sa duzo tansze niz normalnie w biurach. Mamy do dyspozycji kuchnie co oczywiscie wykorzystujemy robiac pyszna pomidorowke. Panuje tu bardzo rodzinna atmosfera a sam klimat miejsca bardzo mam odpowiada wiec pewnie chwile tu zabawimy.

15.02.2008
Wyspani wyruszamy na podboj okolicy a dokladnie kolejnego wodospadu. Po drodze dolaczaja do nas para psow ktora towarzyszy nam w naszej wycieczce. Po krotkiej kapieli w bardzo orzezwiajacej wodzie wsrod huku spadajacej wody odpoczywamy na platformie widokowej oczywiscie w towarzystwie przemilych psiakow, ktore nawet tu za nami zawedrowaly(to jakies 4km od ich domu). Wracajac zastanawiamy sie co bedzie z naszymi towarzyszami jezeli nie zdecyduja sie nas pozegnac na skrzyzowaniu. Psiaki nie zostawily nas i dalej podazaly za nami, mimo usilnych prob odgonienia ich. Dopiero po niesamowitym podstepnym fortelu udalo man sie zgubic ogon. Choc nie ukrywam ze z zalem bo psiaki byly slodkie. Po powrocie do Hotelu zamawiamy wycieczke na jutro.

16.02.2008
8.30 start spod Gringo ladujemy sie do busa w ktorym juz siedza nasi dzisiejsi towarzysze. Po drodze do celu zatrzymujemy sie na krotki postuj. I tu niespodzianka. POPROSTU NIESAMOWITA ILOSC OGROMNYCH POMARANCZOWYCH IGUAN. Sa naprawde wielkie wygladaja jak z plastiku, czasem tylko ktoras otworzy oko. Niektore maja ogromne grzebienie a calosc robi oszalamiajace wrazenie. Po prostu chce sie powiedziec WOW. Po przybyci na miejsce przeznaczenia rozpakowujemy sprzet. Czas zaczynac. Przypomnienie kilku instrukcji, ktore juz znamy i ... siup do wody. Jeszcze pare godzin i kolejna rzeka bedzie ujarzmiona. Tak tak znowu rafting. Tak bardzo nam sie spodobala ta zabawa ze dzis powtorka. Tym razem w nieco wiekszym skladzie bo team liczy siedem osob. Rzeka nazywa sie Rio Toro i ma 3 i 4 klase trudnosci w szescio stopniowej skali (6 oznacza niemozliwe). Wszyscy przezyli a dzisiejszy dzien mozemy smialo zaliczyc do jednych z bardziej udanych. Moze nawet to uczcimy... :-)

17.02.2008
Caly dzxien uplynal pod znakiem lenistwa. Byczylismy sie do poludnia a potem troche sie poszwedalismy po miasteczku. Na obiad tradycyjnie potrawa " starczylo by ddla czterech. Natmiast po zmroku pojechalismy pod wulkan poogladac wybuchy lawy. W sumie mielismy szczescie bo kilka naprawede sporych erypcji zobaczylismy, wylkan co prawda "pluje" caly czas ale poniewaz jest pora sucha to zawsze wisza nad nim chmury. Mariuszowi udalo sie zrobic pare niezlych fotek, a mnie tradycyjniepociely komary.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (16)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
MIL

Luiza
zwiedzili 5.5% świata (11 państw)
Zasoby: 77 wpisów77 1 komentarz1 1009 zdjęć1009 0 plików multimedialnych0
 
Nasze podróże
30.04.2008 - 04.05.2008
 
 
27.11.2007 - 25.03.2008