Geoblog.pl    MIL    Podróże    Ameryka Srodkowa 2007-2008    Czas sie sprawdzic w nowym sporcie
Zwiń mapę
2008
05
lut

Czas sie sprawdzic w nowym sporcie

 
Nikaragua
Nikaragua, San Juan del Sur
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 14825 km
 
05.02.2008
Dzisiaj mielismy sie wybrac na kolejny wulkan jednak zmieniamy plany z powodu kolana mariusza ktore zdecydowanie odmowilo wspolpracy. Jedzieny troche poserfowac. Cel : San Juan del Sur - ocean. Szybkie poszukiwania noclegu a jutro zaczynamy zabawe z nowym sportem.

06.02.2008
10.00 siedzimy w starym busie, na dachu jada deski surfingowe.
10.30 wysiadamy na plazy i juz za chwil kilka zaczniemy zdobywac ogromne fale (jakies jednometrowe hehehe). Zaczynamy lekcje. Na pierwszy ogien idzie mariusz. Po godzinie nastepuje zmiana i tym razem na podboj fal mknie luiza.
Generalnie w glowach mielismy wielkie marzenia(a przynajmniej ja-Lu). Oczywiscie nie spodziewalam sie ze pojdzie mi jak splatka, ale po tym jak szlo Mariuszowi(a szlo mu naprawde super), myslalam ze mi pojdzie podobie. a tu.... chala! i to wielka! Od instruktora slyszalam ciagle slowa-relax, it is your first day. Chyba widzial jak sie we mnie gotuje. Pod koniec dnia po pytaniu-jak bylo moglam tylko odpowiedziec ze jestem....rozczarowana. No coz: cierpliwosc, cierpliwosc, cierpliwosc. no i oczywiscie trening. Ta cala zabawa z falami wymaga naprawde sporej sily. Mariusz dwoil sie i troil zeby poprawic mi humor, dzieki czemu po powrocie do miasteczka przeszla mi handra (dziekuje !!!). jutro dla odmiany chcemy wybrac sie do Canoopy Park gdzie podobno jest az 17 platform. A po poludniu znow napychamy nasze brzuchy pysznym zarelkiem a la polonia. Kuchnie dzielimy z gospodarzami, jak zreszta wiekszosc. W "korytarzu" maja pokoj dzienny i kuchnie w jednym a dalej przechodzi sie na patio. W takim korytarzu czesto widac tez samochody, zatem jest to rowniez garaz... no coz, w zasadzie i tak nie za bardzo da sie siedziec w pomieszczeiu. Sam nasz pokoj to ceglany budynek z niewielkim oknem. Nawet jak sie gootworzy to panuje polmrok i cale szczescie bo nie wiem czy inaczej mozna by bylo w nim wytrzymac. Calosc pokryta blacha falista. Ale jest czysto a nam wiecej nie trzeba. Na wieczor troche rumu. Dla mnie na poprawe humoru, a dla Mariusza dla uczczenia sukcesow na fali...

07.02.2008.
Po obfitym (uffff...)sniadaniu idziemy kupic bilety do parku. A tu niespodzianka- juz dzis nie ma miejsc. No coz, w takim razie jutro a dzis mala przerwa od aktywnosci fizycznej. Sama plaza w miescie nie jest zachwycajaca ale moze to i dobrze, bo musimy odpoczac od slonca. Mimo stosowania filtra 50 ja jestem murzynka z blond kosmykami a Mariuszowi kolejny raz zlazi skora z nosa. Oprocz tego paznokcie nam rosna w zastraszajacym tempie. Ojej co ja bym dala zeby w Polsce miec takie piekne twarde pazurki...

08.02.2008
Nasz dzien standardowo zaczelismy od przepysznej kawy, na ktora chodzimy na druga strone ulicy. w zasadzie to takie male centrum, w ktorym sa sami turysci ale za to maja prawdziwy ekspres. Ok 13 podjechal po nas trak i pojechalismy do parku. Park jest na obrzezach miasteczka wiec po niedlugim czasie bylismy na miejscu. Po wyjechaniu na szczyt skad widac bylo nasza zatoke dostalismy komplet sprzetu i wielkie skorzane rekawice. Jeszcze tylko krotki instruktaz i juz jestesmy w powietrzu. Niektore zjazdy byly naprawde szybkie, a jakie widoczki... Jednak niezla zabawa szybko sie skonczyla i wczesnym popoludniem bylismy spowrotem. Zrobilismy zakupy i obiad na ...4 osoby. Oczywiscie pochlonelismy wszystko, czego sromotnie pozalowalismy w nocy. Mianowicie ok 2 ranem poszlismy na spacer bo spac sie nie dalo... obzarstwo gorsze jak po wigilii. Na prawde powinni nam zakazac dostepu do kuchni bo tracimy umiar ;)

09.02.2008
po poludniu Mariusz doskonalil umiejetnosci surfera a ja plazowalam i wyrownywalam opalenizne. Nauczeni doswiadczeniem dnia wczorajszego zjedlismy pyszna choc lekka zupke warzywna...

10.02.2008
dzis ostatni dzien nad pacyfikiem. Nawet ja przeprosilam sie z deska i poprobowalam nieco. Chyba to kwestia wyboru deski ale nawet zaczelo mi cos wychodzic. Na pewno nastepnym razem jak bedziemy miec okazje bede chciala sie jeszcze podszkolic. Wieczorkiem na kolacje zrobilismy sobie rybke w sosie pomidorowym-to pewnie jeden z ostatnich wlasnych obiadow w nikaragui bo jutro wyjezdzamy na wyspe Ometepe na Jeziorze Nikragua..
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (42)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
MIL

Luiza
zwiedzili 5.5% świata (11 państw)
Zasoby: 77 wpisów77 1 komentarz1 1009 zdjęć1009 0 plików multimedialnych0
 
Nasze podróże
30.04.2008 - 04.05.2008
 
 
27.11.2007 - 25.03.2008